Skąd się wziąłem?

Moje mrzonki o szybkim i skutecznym
„naprawianiu” człowieka sięgają czasów wczesnej nastoletniości. Moje wizje siebie jako fachowca- łamignata poprzedzały znacznie decyzję o wyborze medycyny jako kierunku studiów. Studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej we Wrocławiu odbywałem w latach 1989-1995. Wtedy właśnie konkretyzowały się moje wizje o wykonywaniu profesji terapeuty manualnego, której w tamtych latach w Polsce jeszcze oficjalnie nie było. Ponieważ nie znałem nikogo kto w sposób zorganizowany szkolił z tego zakresu, pochłaniałem wszelkie istniejące ówcześnie na rynku książki związane z tematyką i odwiedzałem ludowych kręgarzy, fizjoterapeutów i lekarzy zajmujących się zabiegami „nastawiania” kręgów, by podpatrzyć ich techniki. Nie będąc w stanie uczynić wówczas medycyny manualnej moim głównym zajęciem, podjąłem w roku 1995 pracę jako młodszy asystent w Oddziale Urazowo-Ortopedycznym w Kędzierzynie-Koźlu. W roku 2000 rozpocząłem pierwsze oficjalne szkolenie z zakresu medycyny manualnej u Zbigniewa Arkuszewskiego i w tymże roku założyłem prywatną praktykę lekarską, w której głównym celem było uprawianie terapii manualnej w zaburzeniach narządu ruchu. W roku 2002 spotkałem Grzegorza Jabłońskiego, terapeutę manualnego o wykształceniu politechnicznym, człowieka, który dzięki zupełnie dla mnie nowemu podejściu do medycyny manualnej (jednocześnie opartym na mechanice jak i na subtelnych zjawiskach fizjologicznych), zburzył całą moją wizję medycyny dotyczącej narządu
ruchu. Skuteczność jego zabiegów wydała mi się wtedy porażająca. Moje kontakty z Grzegorzem trwały z przerwami do roku 2007. W tym czasie działalność mojego gabinetu znacznie się wzmogła, tak, że w roku 2004 – nie mogąc pogodzić czasowo funkcjonowania prywatnej praktyki z pracą na oddziale ortopedii zrezygnowałem z tej ostatniej, wynosząc z niej cenne doświadczenie pozyskane przy stole operacyjnym, dotyczące anatomii narządu ruchu, której nie oferuje żaden atlas. W roku 2006 przeprowadziłem pierwsze w moim życiu szkolenia z zakresu medycyny manualnej, które „zamówiła” u mnie grupa bioenergoterapeutów związana z osobami Zdzisława Hudaka i Ryszarda Ulmana. Od tamtego czasu szkolenia przeprowadzam regularnie do dziś (w sumie 12 edycji). W szkoleniach tych swoim patronatem objęło mnie Centrum Ustawicznego Kształcenia Dorosłych „Radius”, pod egidą którego kurs mój zyskał akredytację MEN pod nazwą „kursu chiropraktyki”. Rok 2008 przyniósł kolejne znaczące doświadczenie zawodowe – kurs klawiterapii u Ferdynanda Barbasiewicza. I znów porażenie skutecznością. I znów przewrót w rozumieniu fizjologii. Po doświadczeniach własnych z klawiterapią, po jej przetworzeniu i
rozwinięciu w kierunku zaburzeń narządu ruchu oraz po dołączeniu do niej swoich odkryć zintegrowałem metody, techniki i strategie klawiterapeutyczne i chiropraktyczne tworząc swój autorski kurs klawiterapii, odbiegający w sporym zakresie od nauk Ferdynanda. Kursy
klawiterapii prowadzę od roku 2010. Materiał z klawiterapii dostał włączony w zakres szkoleń z chiropraktyki. Zintegrowanie efektów klawiterapii i chiropraktyki wydaje się być przysłowiowym „strzałem w dziesiątkę”, dlatego, że dzięki tej syntezie można skutecznie oddziaływać zarówno na bardzo ostre i świeże stany przebiegające z intensywnym bólem (np. wypadnięcie jądra miażdżystego dysku) , jak i na przewlekłe, złożone schorzenia wielonarządowe z dziedzin neurologii i interny.

Co uczyniło mnie terapeutą?

Zmysł obserwacji. Potrzeba obserwacji. I wyciągania wniosków. Cechy – po części przyrodzone, po części wyćwiczone. Najpierw
obserwowałem Mistrzów w swoim fachu, niezwykle skutecznych profesjonalistów z różnych branż, lecz o bardzo podobnym sposobie rozumowania i wyciągania wniosków:

1/ lekarza ortopedę Wiesława Galusa - mojego pierwszego szefa i mentora.

2/
chiropraktyka – czyli kręgarza Grzegorza Jabłońskiego, człowieka , który nauczył mnie jak szukać i samemu odkrywać nieznane zjawiska fizjologiczne

3/ bioenergoterapeuty Zdzisława Hudaka - człowieka prostego i charyzmatycznego jednocześnie, którego nigdy nie zawiodła intuicja

4/ Ferdynanda Barbasiewicza - twórcy klawiterapii, dzięki któremu poznałem niezwykle skuteczną metodę

5/ fizjoterapeutów, moich byłych uczniów, od których dzisiaj sam się uczę:

Alka Bieleckiego – geniusza spostrzegawczości i wielkiego odkrywcę, aktualnie wielką sławę fizjoterapii sportowej;

Tomka
Rafalskiego – mojego współpracownika, który udowodnił mi, że nasze techniki są znacznie skuteczniejsze niż sam podejrzewałem;

Bartka
Pawlaczyka - dobrego ducha naszego ośrodka, którego postawa stale przypomina, że dokładność, staranność i systematyczność w działaniu potrafi wskórać więcej niż najwymyślniejsze techniczne "fajerwerki";

Bartka Czajki - pasjonata, żywe wcielenie zasady "chcieć to móc" ;

Piotra Stefanowicza - człowieka, który w poszukiwaniu skuteczności złamał niejedną zasadę fizjologii...

Dziś,
będąc w wieku lat 44 i po około 20 latach kręcenia się w orbicie medycyny manualnej, mogę powiedzieć, że moim głównym nauczycielem jest mój pacjent, zwłaszcza ten trudny, którego problemy, w toku wielu poszukiwań i odkryć udało mi się rozwiązać

Co uczyniło mnie nauczycielem?

 Najpierw tak zwany przypadek - ktoś spojrzał z boku jak pracuje i zaproponował szkolenie dla grupy chętnych.

Potem moje spostrzeżenie dotyczące siebie – że oprócz przekazu wiedzy i umiejętności, udaje mi się obudzić w adepcie pasję , pewność siebie, odwagę i odpowiedzialność. Aż miło obserwować jak początkowo przerażony nowicjusz staje się ze spotkania na spotkanie „fighterem”, który rzuca wyzwanie najtrudniejszym przypadkom klinicznym.

A poza tym lubię patrzyć jak uczniowie mnie przerastają...